Wiosna!

To chyba był pierwszy, prawdziwie wiosenny dzień… Postanowiłem to uczcić, ukazując kilka wiosennych kadrów, lecz dość nietypowo, bo w podczerwieni… Z efektami możecie zapoznać się poniżej:

Published in: on Marzec 29, 2009 at 8:46 pm  Komentarze (9)  
Tags: , ,

Złota Polska Jesień…

Złota Polska Jesień istnieje! Naprawdę! To nie fikcja, nie iluzja… Co prawda odwiedza nas rzadko, ale w tym roku udało się jej do nas zawitać, co postanowiłem uwiecznić na dwóch jesiennych fotografiach:

Published in: on Październik 14, 2008 at 12:23 am  Komentarze (3)  
Tags:

Litwo… Ojczyzno moja? Raczej nie…

No i powróciliśmy… Z masą przygód, ale się udało ;) Ciężko zacząć, więc polecimy chronologicznie od momentu przekroczenia granicy i bez romantycznych wstępów. Pierwsze, co rzuca się w oczy na “ich stronie”, to zdecydowanie drogi. I nie idzie mi tu tylko o jakość, ale też o natężenie ruchu, które jest naprawdę znikome. Ich drogi trochę przypominają amerykańskie drogi na pustkowiach (foto 1, 2 i 3). Ruch praktycznie żaden, wokół dosłownie nic. Trochę pól, mnóstwo nieużytków, troszkę lasów, wioski wyglądają… Nie wyglądają. Trzy domy na krzyż i to wszystko. “Pędzimy” sobie spokojnie 90kmph (radzę przestrzegać przepisów, bo ponoć trzepią niemiłosiernie), aż odzywa się telefon: “nie wzięliście dowodu rejestracyjnego”. Oho, no to klops! Dobrze, że było to zaledwie 40km od granicy, więc cierpliwie czekaliśmy 2.5 godz. na stacji benzynowej (foto 4) na braciszka (Thanks brotha! Piwko czeka…). Przez ten “incydent” byliśmy mocno do tyłu z czasem, więc nocleg znaleźliśmy późnym wieczorem, ok. 20:00 (dziękujemy Pani Tereso!). Co do samego poruszania się w Wilnie: jeśli nie jesteś pewnym siebie kierowcą i nie masz żelaznych nerwów, odpuść sobie. Nawet warszawiacy jeżdżą kulturalnie. Co się wyprawia na tych ulicach, to prawdziwa zgroza! Absolutnym hitem było robienie trzech pasów z dwóch, zmiany ich bez kierunków i nieustanne trąbienie na polską rejestrację (najczęściej, żeby było śmieszniej, na czerwonym świetle ;) ), a także… Wytykanie blach paluchami, a potem wyciąganie ich w naszą stronę, zwłaszcza tych środkowych. Niemniejszym hitem było także rondo przy dworcach w kształcie trójkąta z prostokątem. Masakra i rzeźnia! Podobnie okropną sprawą były tabliczki z nazwami ulic, których trzeba wypatrywać jak igły w stogu siana. A jak już się znajdzie, to malutka z jeszcze mniejszym napisem. Nocowaliśmy w hotelu Runmis (polecam, foto 5), a znaleźliśmy go dzięki uprzejmości młodej pary, z która dogadałem się w nieziemsko dziwnej mieszaninie języka polskiego, litewskiego i angielskiego:

- Do you speak english?

- Polski?

- Jak najbardziej! :D

I dalej poleciało ;) Pozdrawiamy też babcię, która widząc mnie łażącego z planem miasta sama zapytała czy może w czymś pomóc. Pytam więc czy po polsku da radę, więc odrzekła, że zaraz kogoś zawoła. I tak ja zadawałem pytania po polsku, a nieco młodsza już od owej pani kobieta odpowiadała po litewsku. Także dogadać się raczej można bez problemu. Do starszych osób najpierw należy zagaić czy można po polsku, a młodszych pytać czy po angielsku lub polsku :) Ludność jest jak same Wilno – skrajna. Jeśli są mili i szczerzy, to aż do bólu, a jeśli niemili, to też do bólu ;) Najmilsi są jednak… Polacy. Choć zdarzały się oczywiście też wyjątki – (nie) pozdrawiamy serdecznie panów spod Polskiego Domu Kultury. Ale wracając – same Wilno to mieszanka nowoczesności i klimatów jak z PRL-u (foto 6-21). Kierując się z powrotem zahaczyliśmy o cmentarz na Rossie (foto 22-24) i oczywiście Troki (foto 25). Zostalibyśmy dłużej, gdyby nie policjanci, którym musiałem dać 100 litów w łapę. Pozdrawiamy ich serdecznie i życzymy ogromnej siekiery w plecy! :)

PS – jedno zdjęcie – niestety z niewiadomych mi przyczyn – nie da się otworzyć. Popracuję nad tym jeszcze…

Published in: on Wrzesień 13, 2008 at 9:31 pm  Komentarze (5)  
Tags:

Uwielbiam inaczej…

…spojrzeć czasami na rzeczywistość. Zwłaszcza przez “podwójne oko”. I o ile trudne to jest w przypadku miejsca, gdzie się wychowałem, i które znam już ponad dwudziestu lat, tak teraz spróbowałem, czego efekty możecie sprawdzić poniżej. Czy się udało? Nie mnie to oceniać…

Published in: on Wrzesień 1, 2008 at 7:18 pm  Komentarze (7)  
Tags:

Złota Jesień czy Emo-Jesień?

Moda na Emo dawno już minęła, a przynajmniej mija. Jako że zawsze byłem na przekór modzie lub po prostu działała u mnie z opóźnionym zapłonem, teraz oświadczam: będę Emo! Tak! I to jeszcze tej jesieni… Z tego co zauważyłem, większość osób z “podwójnym okiem” zaczyna każdego roku polowanie na tzw. “złotą, polską jesień”. I zapewne też bym tej modzie uległ, bo faktycznie, wolę ładne i kolorowe widoczki niż dołujące, ponure klimaty. I tutaj decyzja: której modzie ulec? Na Złotą Jesień czy Emo-Jesień? Odpowiedź padła już wcześniej, teraz pomału czas ją wdrażać w życie. Na rozgrzewkę kadr z Osowca (Fort Zarzeczny):

A jeszcze coś… “Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Święta prawda. Tak jak nigdy nie odwiedziłem Suwalskiego Parku Krajobrazowego, tak polecam serdecznie wszystkim i już teraz jestem pewien, że wrócę tam niejednokrotnie.

Aha, jako że to moja pierwsza publikacja zdjęć w tym miejscu (na WP), od razu uprzedzę: nie znajdą się tutaj nigdy fotografie o większym rozmiarze niż te powyższe :) Nieraz zostałem już okradziony ze zdjęć, a taki rozmiar zapewnia mi spore bezpieczeństwo :) Więc miłego oglądania na monitorze i nic więcej :) A jeśli jesteś zainteresowany większym rozmiarem (nie, nie, to nie jest reklama Viagry) konkretnej fotografii, napisz do mnie maila.

Published in: on Sierpień 31, 2008 at 7:38 pm  Komentarze (6)  
Tags:
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.